Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rozdział 5. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rozdział 5. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 26 listopada 2013

Rozdział 5

http://www.youtube.com/watch?v=lHjUuojffds

"W każdym mieszka i dobro i zło, i tylko to drugie jest aktywne."
 
Noc była wyjątkowo zimna; mimo, iż byłam przykryta starym, czerwonym kocem wielokrotnie drżałam przez chłodne podmuchy wiatru.
Materac ugiął się pod czyimś ciężarem, czas jakby się zatrzymał, nic nie mogło opisać mojego przerażenia. Podniosłam się z krzykiem, który po chwili został stłumiony przez dużą, delikatną jak jedwab dłoń. Koszmar zaczynał się od nowa. Zamrugałam i przeniosłam spojrzenie na tajemniczego, nocnego gościa. Oliver, no jasne.
- Wynoś się stąd! - wściekłość górowała nad racjonalnym myśleniem. Chłopak przysunął się bliżej mnie i zagryzł wargę. 
- Ev.. - słodki jak miód głosik ulotnił się z jego ust wywołując znajome uczucie bezpieczeństwa gdzieś wewnątrz mnie. 
- Nie cackaj się ze mną! 
- Nie miałem pojęcia, że tu jesteś! Nigdy bym na to nie pozwolił! 
Prawie uwierzyłam. Prawie.
- Dlaczego mam nie myśleć, że to kolejne kłamstwo?
- Ile razy mam powtarzać, że cię kocham?!
- Nie powtarzaj! Udowodnij to, właśnie teraz. Wyciągnij mnie stąd Oliver. - moje błagalne spojrzenie zapewne utkwiło w jego pamięci.
- Na razie nie możemy wzbudzać podejrzeń, wyciągnę cię stąd, obiecuje. 
Nagle zapanowała niezręczna cisza, ani ja ani Oliver nie wiedzieliśmy jak ją przerwać.
Niespodziewanie jego pełne, gorące wargi zetknęły się moimi. Nie nazwałabym tego namiętnym pocałunkiem, był on raczej delikatny, jakby niepewny.
Ku własnemu zdziwieniu nie sprzeciwiłam się. Może właśnie tego potrzebowałam? Czyjeś bliskości i dotyku. Zarzucając mu ręce na szyje dałam wolną rękę chłopakowi; językiem badał zakątki moich ust. Nieziemsko całował. 
- Nie zdajesz sobie sprawy jak długo na to czekałem.
Uśmiechnęłam się uroczo i wtedy już wiedziałam, że mogę na niego liczyć. 
Nawet w najśmielszych snach nie sądziłabym, że do tego dojdzie, nigdy nie chciałam dać mu szansy, nigdy nawet o tym głębiej nie rozmyślałam. 
- Muszę iść - po chwili w powietrzu unosił się jego znajomy zapach rozmarynu i pomarańczy,  ponownie zostałam sama, zmarznięta i wystraszona. 

Głośne krzyki i śmiechy dochodziły zza drzwi pokoju, w którym właśnie się znajdowałam. Żaden z nich nie przyszedł do mnie nawet na sekundę, nie zajrzał zapytać się czy czegoś nie potrzebuję, czy nie jestem głodna. Nic. Czego ty się spodziewasz po mordercach, Evie? 
Ugh, racja. 
Sama nie wierzę, że to mówię, ale tęskniłam. Tak strasznie brakowało mi domowych, niedzielnych obiadów u mamy, nadopiekuńczego ojca i codziennego uczęszczania do typowej brytyjskiej szkoły. Oddałabym wszystko żeby znów poczuć ciepło kominka w moim salonie czy chociażby zmuszać się do jedzenia stołówkowego żarcia. Zamiast tego wszystkiego miałam ciemny pokój i zgraję drapieżnych mężczyzn na korytarzu - i nie, nie mówię tutaj o Louisie. Jakaś część mnie chciała bliżej go poznać, sprawdzić jaki jest naprawdę, być blisko niego. Jednak wtedy odzywał się rozum, a wraz z nim wracały wszystkie, brutalne wspomnienia. Na przykład chwila, w której grozi mi pistoletem, lub ta kiedy tnie moja skórę nożem. Okropieństwo.
Z rozmyśleń wyrwał mnie dźwięk przekręcanego klucza w zamku drzwi. Odruchowo przekręciłam w tamtą stronę głowę i wyczekiwałam nieuchronnego.
Znajomy szatyn wkroczył do środka pewnym krokiem, a wraz z nim dwóch innych. 
- Idziemy na spacer, Ev. - jego szept łaskotał mnie w ucho. Spacer? O czym on kurwa mówi?! Czy to nie tak było w tych wszystkich kryminałach, które oglądałam? Nie mogą mnie stąd wywieźć bo mnie szukają, to oczywiste. 
Jaki jest jego plan? 
Masywny mężczyzna koło trzydziestki uklęknął przede mną i grubą, szarą taśmą zakleił moje usta. Ze strachu wierzgałam nogi we wszystkie strony świata. Wszyscy obecni wymienili między sobą porozumiewawcze spojrzenia, a następnie poczułam zimne dłonie jednego z nich na pośladkach, no może trochę niżej. Louis.
Chciałam pisnąć, ale taśma nie dawała mi jakiejkolwiek możliwości na wypowiedzenie choć jednego słowa. Tomlinson przerzucił mnie na swoje ramię i szybkim krokiem wszedł do salonu. 
- Jak już wyjdą dajcie znać.
Kto wyjdzie? Jak nas o tym poinformują? Ugh.
Nadal znajdowałam się w tej samej pozycji podczas gdy mój porywacz zbiegał po schodach. Otaczały nas murowane ściany i para stalowych drzwi. Teraz już widziałam, że to piwnica. Zostałam położona na chłodnej, a wręcz mrożącej krew w żyłach posadzce. Drzwi zamknęły się, a ciemność rozświetliła zwisająca z sufitu lampka. Przytulnie jak cholera. 
Podkuliłam nogi pod brodę i delikatnie odkleiłam taśmę izolacyjną. Szatyn zasiadł koło mnie i przykrył nas kocem. W mojej głowie kłębiły się setki pytań, które tak naprawdę bałam się zadać.
- Zaraz ma tutaj przyjść skłócony z nami gang, jeśli by cię zobaczyli zapewne wykorzystali by to przeciwko nam. Ewentualnie zabili cię. - Czy on czyta  w myślach?! Po raz kolejny mi to udowodnił, jak Boga kocham.
- Dlatego zamknąłeś nas w piwnicy gdzie jest na minusie? - mój sarkastyczny ton wyraźnie rozzłościł chłopaka. Zacisnął zęby i napiął mięśnie, dostrzegłam je przez ciemnoszary t-shirt. Zagryzłam wnętrze policzka i postanowiłam juz więcej nie odezwać się nie pytana, to mogłoby źle się skończyć. 
- Przestań się trząść - warknął wściekle. Co poradzę na fakt, że jest mi zimno, pojebie?! 
Sekundy mijały, a ja nie mogłam nic zrobić, moje ciało samoistnie dygotało. Jak chyba każde postawione w takiej sytuacji. 
- Evie, mówiłem przestań! - słowa odbiły się echem po całym pomieszczeniu, słowo daję jego krzyk był na tyle donośny, że obudziłby umarlaka.
- Przepraszam. - spuściłam wzrok na mocno czerwone i brudne w niektórych miejscach dłonie.  
- Chodź do mnie. - uniósł ramię dając mi możliwość wtulenia się w ciało.
- Nie chcę. 
- To lepiej zachciej bo nie masz innego wyboru. - ścisnął mój nadgarstek i pociągnął w swoją stronę. Bezwładnie opadłam na jego pierś, słyszałam jak równomiernie bije jego serce, jak oddycha spokojnie i bez większych przerw. Stoicyzm ponad wszystko! Byłam zbyt przerażona, aby zmienić niewygodną pozycję, przymknęłam powieki i starałam się nie myśleć, że to ten sam człowiek, który mnie porwał i wyrządził tyle krzywd, ten sam, który zastrzelił mą ostatnią deskę ratunku. 
- Postaraj się usnąć.
- Nie mogę.
- Dlaczego? 
- Za bardzo się boję.
- Mnie? - moje długie milczenie były odpowiedzią na pytanie. To oczywiste, że się go bałam. Jak cholera. - To oznacza, że jesteś mądrą dziewczynką, musisz się mnie bać bo prędzej czy później cię zabije.
Automatycznie zesztywniałam. Wiesz to od początku więc czemu się dziwisz? 
Sama nie wiem..chyba mu zaufałam. 
Idiotka z ciebie, Evie.
Położyłam swoją drobną dłoń na jego. Była zupełnie inna niż moja i nie, nie chodzi mi tu o jej rozmiar, ona była ..ciepła. Jakby w ogóle nie zmarzł.
- Jak ty to robisz? To znaczy..nie jest ci zimno.
- Jest, po prostu się uodporniłem. - zrzucił moja rękę ze swojej i spojrzał w przeciwną stronę.
____________________________________________________________
 Cześć :3
Dużo nauki, mało czasu. ALEŻ NOWOŚĆ.
Nie no, serio już nie wyrabiam.
Dodaję nowy rozdział wcześniej bo w piątek i sobotę idę na grube melo, jeśli wiesz o czym mówię broo :D XD
Dobra, nie przejmujcie się moją i tak zaburzoną już psychiką, loolz x3
PS: Nowy rozdział na Strange dodam w niedzielę jeśli zdążę. Buziaki xxx <3 

czytasz = komentujesz!