Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rozdział 15. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rozdział 15. Pokaż wszystkie posty

środa, 26 lutego 2014

Rozdział 15

http://www.youtube.com/watch?v=3iJeEAZM5xk


"(...) Ludzie jako całość na długo nie mogą być dobrzy, zło znów się podkrada i nas zatruwa."


Kiedy się obudziłam, uderzył we lekki podmuch wiatru.
Zaraz.
To nie wiatr. To oddech. Czyjś oddech na mojej szyj, czyjeś ramię oplatające mnie w pasie.
Wstrzymałam oddech, tak właściwie nie wiem, czemu nie chciałam go obudzić. Może dlatego, że wyglądał tak niewinnie i bezbronnie kiedy spał. Przypominał wtedy normalnego chłopaka, którym zdecydowanie nie był.
Najdelikatniej jak umiałam ściągnęłam z siebie jego rękę i wyswobodziłam się spod kołdry. 
Jakim sposobem znów spałam z nim w jednym łóżku? Czyżbym zemdlała?
Obróciłam się wokół własnej osi i zdałam sobie sprawę, że jesteśmy w gabinecie Louisa. Przez duże okno naprzeciwko mnie, do pomieszczenia wpadało światło księżyca i oświetlało biurko stojące pod ścianą. Jest środek nocy, nic dziwnego, że tak tu cicho.
Zagryzłam dolną wargę i rzuciłam krótkie spojrzenie w stronę kanapy, Tomlinson miał zamknięte oczy, jego tors unosił się i opadał w równym tempie.
Pierwszy raz od dawna czuję się bezpieczna. Wolna.
Przestąpiłam z nogi na nogę i w kilku krokach zmniejszyłam odległość między mną, a biurkiem. Jeśli gdzieś znajdę informację na temat mojego położenia, to właśnie tutaj. Uniosłam dłoń, jednak zatrzymałam ją w połowie drogi do szuflady.
Coś mnie blokowało, a nazywa się to strach. Co zrobię kiedy ktoś mnie nakryje? Jest noc, wszyscy śpią, Evie. Racje, wszystko będzie dobrze.
To przeważyło szalę, pociągnęłam z srebrną klamkę, szuflada ustąpiła, a na ziemie upadły papiery, teczki i koperty.
Zmarszczka na moim czole pogłębiłą się, zgięłam kolana i kucnęłam, kartkowałam w dłoniach wszystko co było pod ręką. Pierwsza teczka: "Caleb Fitzgerald; zamieszkały w Chicago." Skąd Louis znał chłopaka z Chicago?! Co ważniejsze, po co mu jego teczka? Znów skupiłam wzrok na aktach: "Partnerka: Danielle Keysberg, zatrudniona w: Chicago Caffe; Zakup: 150 gram Psylocybiony; dług: 2300 zł" 
Srebrnym spinaczem dopięte były pliki zdjęć, na niektórych był sam chłopak, blondyn z lekko zakrzywionym nosem. Coś podpowiadało mi, że wyciągnął go z jednych z ulicznych walk. Inne zdjęcia przedstawiały wysoką brunetkę, zawsze uśmiechnięta, pełna energii i szczęśliwa. Ominęłam kilka takich samych fotografii, jednak nagle wstrzymałam oddech i o mały włos nie krzyknęłam. Dusiłam jęk. 
Dwunaste zdjęcie przedstawiało dwie osoby, twarz jednej z nich była w całości pokryta krwią i bliznami, drugiej nie wyglądała tak źle. Oboje zwisali z nadgarstkami przewieszonymi nad głową i spiętymi łańcuchami. To oni. Caleb i Danielle. Chłopak miał koszule zabarwioną na czerwono, rany wyglądały na postrzałowe, Dziewczyna miała podcięte nadgarstki i szyję. 
Przymknęłam oczy, a przed oczami ujrzałam tamtą scenę, on przypięty do ściany woła jej imię, nie przejmuje się rozwaloną twarzą, liczą się tylko mężczyźni, wysłannicy Louisa, którzy zdobią jej skórę drobnymi nacięciami, które przynoszą więcej bólu niż jedno duże. Po chwili oboje wykrwawiają się.
Nie!
Odrzuciłam teczkę jak najdalej, ręce dygotały mi, jakby panował ogromny mróz. 
To ..to jacyś psychole. Jak można zabić człowieka przez dług?! 
Schowałam twarz w dłonie i próbowałam unormować oddech.
Co się dzieję z tym światem? Jak można być dobrym, kiedy są też tacy ludzie?
I wtedy to zobaczyłam.
Biała teczka, ozdobiona dużym napisem: "Martin Byron"
Nie podnosząc się z ziemi, na czworaka przeszłam do tamtego fragmentu podłogi. Mrużąc oczy, pochwyciłam ją i otworzyłam.
"Byron Martin, lat  49; partnerka: Connie Martin; córka: Evie Martin." Przejechałam palcami po swoim nazwisku. "Policjant, wydział narkotykowy.
Pominęłam trzy kartki. "Evie Martin, lat 19, uczennica publicznego Liceum Acton; zamieszkała w Londynie" Doczepione dwa zdjęcia: na jednym wracam ze szkoły, mam obojętny wyraz twarzy i włosy związane w wysokiego kucyka, na lewym ramieniu wisi moja duża torba. Druga fotografia: Siedzę na hamaku w ogrodzie i szczerzę się do aparatu, jak głupia. To jeszcze za czasów, kiedy nie przeżywałam zawodu ojca tak bardzo. 
Czułam dziwne uczucie, jakby dopiero co zdała sobie sprawę co tak naprawdę się dzieje. Boże ... oni to planowali od miesięcy ... od początku byłam ich celem, byli wszędzie, zapewne chodzili za mną do szkoły, sklepu i kościoła. 
Wiedzą o mnie więcej niż ja sama.
Kolejna partia zdjęć: "Evie wraca ze szkoły", "Evie wsiada do auta", "Evie robi zakupy".
Moje ciało dygotało, byłam taka przerażona. Świadomość, że byłam obserwowana od miesięcy jestem ciosem w twarz, dlaczego nigdy ich nie zauważyłam?!
Przymknęłam powieki i policzyłam do dziesięciu, aby się uspokoić.
Chwila odpoczynku skończyła się równie szybko, jak się zaczęła.
Tuż nad uchem usłyszałam dźwięk przeładowywania broni.
- Nie ładnie grzebać w czyiś rzeczach. - syknął. - Wstawaj.
Ok... jakim cudem go nie zauważyłam?!
- Evie, nie denerwuj mnie jeszcze bardziej! - krzyknął i chwytając za materiał mojej bluzki, uniósł mnie ku górze.
Moment później znajdowałam się już przy ścianie z lufą pistoletu przy szyi. 
- Znowu okazałaś się nie posłuszna! - warknął.
- Louis.. odłóż to.
- To? - spojrzał na pistolet. - Nie.
- Nie powinnam grzebać w twoich rzeczach, ale .. - przerwałam słysząc jego histeryczny śmiech. 
Czyżbym, aż tak go rozbawiła? 
- To koniec, skarbie. - moja dolna warga zadrżała, widziałam jak nie tracąc ze mną kontaktu wzrokowego, umieszcza palec wskazujący na spuście.
Czas na ostatnią modlitwę.
Boże, nigdy nie byłam zbyt wierząca, ale w tej chwili wszystko mi jedno czy istniejesz, ważne, żeby ktokolwiek mnie wysłuchał. Nie byłam grzeczna, ani miła, należałam raczej do tych snobistycznych odludków, wolałam narzekać na wszystko i wszystkich, niż nawiązać nowe znajomości. Trudno, może gdybym dostała drugą szansę od losu zmieniłabym się, ale teraz na to za późno. Pozostało mi jedynie z honorem opuścić ten świat.
Pociągnął za spust.
Gwałtwonie wypuściłam powietrze z ust.
Nie było naboi. Dalej żyję. Dalej jestem nikim i nie mam szans na odpuszczenie grzechów.  
Czyjąc silny niedowład osunęłam się na ziemie i schowałam twarz w dłonie.
- Wiesz, że bym to zrobił. - kucnął przede mną. - Nie zabiłem cię tylko z jednego powodu. - dwoma palcami uniósł mój podbródek i spojrzał głęboko w oczy. Znów były piękne i błękitne, kryło się tam ogromne rozbawienie, ale też coś co nie pozwoliło mi odetchnąć pełną piersią. - Otóż podejrzewam, że coś do ciebie czuję. Może nie jest to miłość, ale lecę na ciebie, Ev. Wiem, że ty na mnie też.
Przez chwile zastanawiałam się nad sensem jego słów.
On? Louis Tomlinson czuję coś do mnie? Do dziewczyny, która porwał i miał w planach zamordowanie jej? To .. to nie może być prawda. Przecież nie mam w sobie nic szczególnego, tym bardziej teraz, kiedy moje włosy straciły blask i kolor, twarz była brudna, wyprana z dawnej radości i rumieńców, wyglądałam gorzej niż gówno, a on mówi mi takie rzeczy.
Co gorsza...
Czy to odwzajemniam? Niemożliwe, żebym zakochała się w porywaczu, damskim bokserze, dilerze i zabójcy. Chyba, że ... nie byłam pewna swoich uczuć. Był przystojny.. i te jego oczy. Sposób, w jaki mnie całował .. to jak reagowałam na jego dotyk. Może naprawdę nie jestem wobec niego obojętna?
- Co ty pleciesz ... ty chcesz mnie zabić, chcesz zemsty, a nie miłości. - odwróciłam wzrok, jednym szybkim ruchem złapał mnie za nadgarstek i przyciągnął w swoją stronę. Jego ramię obejmowała mnie całą, czułam ciepło bijące z jego piersi. Miał taki specyficzny, ale zarazem przyjemny zapach. Jedynym czego chciałam to być jeszcze bliżej. 
- Od początku wiedziałem, że jesteś inna. - koniuszkiem nosa utworzył ścieżkę na moim policzku. - Wyjątkowa.
- Więc co z twoim planem? 
Zaśmiał się i wargami musnął mą skroń. 
- Pocałuj mnie. - nie brzmiało to jak typowy rozkaz, bardziej jak prośba.
Jeśli teraz go pocałuję, poddam się. Oddam swoje serce walkowerem i już nigdy go nie odzyskam. Będę  j e g o.
Zwilżyłam wargi i delikatnie przyłożyłam je do jego ust. Chłopakowi to nie wystarczyło, wpił się głębiej, dokładnie badał każdy skrawek mojego ciała dłońmi. 
Jesteś idiotką, Evie Martin.

________________________________________
 Cześć :3
Rozdział już po 4 dniach, kto się cieszy? :D
Postaraliście się z komentarzami, więc już jest ^_^
Kto jest zadowolony takim obrotem spraw? Evie i Louis ... :)
Proszę, abyście komentowali tak sprawnie cały czas! C: